pilka24.pl
Ekstraklasa:
Reprezentacja:
I Liga:
Zaloguj się
Zarejestruj »
Przypomnij hasło »
Szukaj:
AKTUALNOŚCI
Drygalski: Dyrektor ds. wszelakich
2009/01/11 01:37, Foto: Paweł Słodownik

- Odpowiadam za organizację imprez masowych, sponsorów, partnerów, biuro prasowe, bank informacji… W skrócie: za wszystko poza strzelaniem bramek – wylicza śmiejąc się dyrektor Polonii Warszawa, Adam Drygalski. – Polonia nie ma rozbudowanej bazy administracyjnej i nigdy nie mamy wakacji, ale to dobrze działający zespół ludzi – przekonuje Drygalski. Portal pilka24.pl zajrzał za kulisy działania trzeciej drużyny Ekstraklasy.

Gdy w listopadzie 2005 roku Adam Drygalski pojawił się przy Konwiktorskiej, nikt nie spodziewał się, że zostanie na tak długo. Dołączył do klubu w fatalnym momencie – Polonia przegrywała mecz za meczem, a kibice mieli dość ówczesnego rzecznika prasowego, który uchodził za symbol, delikatnie mówiąc, braku postępu. Co więcej, jego pojawienie się było raczej najwyższym dowodem na przypadkowość działań klubu niż na przemyślaną strategię marketingową. – Denerwowało mnie sporo spraw związanych z organizacją meczów. Napisałem maila i zostałem przyjęty. Charytatywnie, oczywiście – śmieje się Drygalski.
 
Polonia szukała wówczas dramatycznie wsparcia w działaniach administracyjnych. Klub pogrążał się w konfliktach z kolejnymi dziennikarzami (m.in. z „Przeglądem Sportowym”, który był wprost obrażany przez rzecznika Polonii, Waldemara Skorupkę), a administracja działała w sposób chaotyczny. Pojawienie się pracownika, który miał doświadczenie w pracy z mediami i nie wymagał jednocześnie pensji wydawało się być optymalnym wyjściem. Objął stanowiska spikera i współpracownika klubu. - Pojechałem do Katowic i zdobyłem papierek pozwalający na spikerkę. Imprezowaliśmy, śpiewaliśmy – każdy o swoim klubie – i tyle ze szkolenia – wspomina z uśmiechem.

Od tamtej pory Polonia przeszła rewolucję. Po śmierci wieloletniego sponsora i kibica Polonii, Jana Ranieckiego, „Czarne Koszule” ledwo wiązały koniec z końcem i znalazły się w poważnych tarapatach. Znajdujący się na zakręcie klub, zakupił za symboliczną kwotę biznesmen i właściciel holdingu deweloperskiego JW Construction, Józef Wojciechowski. - Polonia wchodzi w nową erę! – zapowiadały media. Szybko okazało się, że za wielkimi pieniędzmi przedsiębiorcy nie muszą stać sukcesy piłkarzy. Klub z Konwiktorskiej spadł do drugiej ligi, a także w niej radził sobie co najwyżej przeciętnie.

Tam jednak, gdzie nie sięgało oko kibica, odbywały się poważnie zmiany. Wieloletnich działaczy zastąpili nowi ludzie. Mimo, że Wojciechowski wciąż żonglował nazwiskami szefów klubu, w klubowej hierarchii piął się niezmiennie Drygalski. Ze stanowiska spikera i współpracownika, stał się osobą odpowiedzialną za kontakt z mediami. Wkrótce później awansował na prokurenta zarządu, by ostatecznie zająć stanowisko dyrektora klubu. Z miejsca stał się ulubieńcem kibiców, bo jego decyzje – choć ograniczone skromnym budżetem – stanowią powiew świeżości w zaniedbanej marketingowo Polonii. – Nasz klub powinien kojarzyć się silnie z tradycją warszawską, ze swoim inteligenckim charakterem. Kibic „Czarnych Koszul” różni się od sympatyków innych klubów – przekonuje, jednak zastrzega, że wielu projektów wciąż nie może realizować. – Nie na wszystko są środki i w efekcie jesteśmy w przysłowiowym lesie – ubolewa.

Sprzątanie pozostałości po wielu latach stagnacji są kluczowym motywem działań Drygalskiego w Polonii. Rozpoczął m.in.  proces kreacji marki Polonii przez wspólny projekt wychowania kibicowskiego z Muzeum Powstania Warszawskiego i Stołeczną Policją. - Nasz obiekt odwiedziły tysiące warszawskich uczniów. Część muzealna to hołd dla Powstańców i nadzieja na to, że o ich bohaterstwie młodzi ludzie będą pamiętać, a policjanci uczą wzorców zachowań na stadionie. Sporo naszych gości pojawia się potem na meczach z rodzicami – przekonuje. Akcja okazała się wielkim sukcesem, który przyniósł Polonii medialny rozgłos, a terminy zajęć zarezerwowane są na miesiące do przodu.
 
Ograniczona do ledwie kilku osób administracja i brak finansów na jej rozszerzenie sprawia jednak, że Drygalski, nominalnie znajdujący się w biurze marketingu, często musi mierzyć się ze znacznie bardziej przyziemnymi problemami niż kreacja wizerunkowa klubu. - Przerwy w rozgrywkach to dla nas czas na zdobywanie pozwoleń, licencji na grę, przeprowadzanie remontów, rejestrację zawodników. Musimy być elastyczni, często pracujemy po sześć dni w tygodniu – wyjaśnia. Problemy tworzą także poddani biurokratycznej machinie miejscy zarządcy obiektu – przykładowo, w ubiegłym roku przez kilka miesięcy toczyła się batalia o wycinkę drzewa zasłaniającego kamerę na sektorze gości. – Zdecydowanie łatwiej, było mi, jako dziennikarzowi, wytknąć błędy, niż je później naprawiać jako pracownik klubu. Teraz pomyłka może być bolesna w skutkach, dlatego margines błędu właściwie nie istnieje – przyznaje.
 
W dniu meczu, swój dzień pracy rozpoczyna nawet siedem godzin przed spotkaniem, a kończy – najwcześniej dwie po ostatnim gwizdku. Wraz z współpracownikami musi wykonać szereg kilkudziesięciu czynności – od sprawdzenia stanu nawierzchni boiska, przyjęcia zespołu gości i przedstawicieli PZPN przez obsługę medialną aż do takich drobiazgów, jak zapewnienie organizacji działania chłopcom do podawania piłek. Zaledwie kilka osób wykonuje ogromną pracę, która – obserwując z boku – wydaje się być niemożliwa do skończenia w terminie.
 
Administracja Polonii, na tle pozostałych klubów Ekstraklasy, wypada fatalnie pod względem liczebności. Ogromna część zespołów występujących nawet dwa poziomy rozgrywek niżej ma do dyspozycji szerszy zespół. – Proza dnia – uśmiecha się Drygalski. Wszystkie decyzje finansowe podejmowane są w centrali właściciela klubu, JW Construction.
 
Pocieszeniem może być fakt, że nie tylko poloniści momentami gubią głowy. – Kiedyś przyjechali do nas sędziowie na mecz IV-ligowych rezerw i na pięć minut przed meczem niepewnie podeszli i zgłosili, że może być problem z rozegraniem spotkania. Okazało się, że jeden z liniowych zapomniał chorągiewki. Ostatecznie biegał z małą flagą Polonii! – wspomina dyrektor Polonii. Z kolei w trakcie jednego z wyjazdowych spotkań z Unią Janikowo w drugiej lidze (obecnej pierwszej) poznał… najzagorzalszych kibiców rywali. – Gdy spytałem o trybunę VIP, odpowiedzią był palec skierowany w sektor miejscowych szalikowców. Faktycznie, sektor gości honorowych mieścił się koło młyna. Przesiedziałem z nimi cały mecz – opowiada.
 
Mimo ogromu problemów, może być jednak z siebie zadowolony. Polonia nieźle obroniła się po serii niefortunnych wydarzeń związanych z klubem – zatrzymaniu Dariusza W., awanturze w Mielnie sprowokowanej przez Radosława Majdana i Piotra Świerczewskiego, alkoholowej wpadce Radosława Majewskiego ze Lwowa, a na końcu poradziła sobie z medialnym szumem po przejęciu Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski.
 
Drygalski przyznaje jednak, że do zrobienia jest znacznie więcej niż zarządzanie klubem „na teraz, na już”. - Wszystkie polskie kluby, za wyjątkiem dwóch, może trzech, robią dziesięć procent tego co powinny. U nas nie dostrzega się jeszcze faktu, że klub piłkarski to dwie drużyny – jedna, która gra na boisku i druga, która codziennie rozgrywa swoje mecze w biurach i przy komputerach – ubolewa. Dyrektor Polonii pytany o plany na najbliższą przyszłość, ucieka od tematu Polonii. – Założyć rodzinę, skończyć pisanie książki, wznowić gatunek reportażu telewizyjnego – wymienia i nie wyklucza powrotu do dziennikarstwa. Kto wie, czy w takiej sytuacji sam nie stanie się bohaterem jakiegoś transferu w zimowym okienku?

Sylwetka: Adam Drygalski
 
Lat 28. Sport to jego pasja odkąd zaczął mówić – przynajmniej tak twierdzi. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Jeszcze na studiach związał się z koncernem medialnym Solorza-Żaka – najpierw pracował w TV4 jako reporter i wydawca „Dziennika”, aby później przenieść się do Polsatu Sport, gdzie specjalizował się w komentowaniu kolarstwa. Kibicem „Czarnych Koszul” jest dzięki dziadkowi, który zabierał go jako dziecko na mecze. W Polonii przeszedł wszystkie szczeble – od pracującego społecznie stadionowego spikera, przez specjalistę ds. marketingu do stanowiska dyrektora klubu. Na co dzień słucha ostrej, metalowej muzyki, a jego ulubionym środkiem transportu jest – jak na komentatora kolarstwa przystało – rower.
Tagi:
Źródło: własne
Dodał/a: jakubkrupa
Aktualna ocena: 0
kliknij aby ocenić
    Najpopularniejsze artykuły:
    brak najpopularniejszych artykułów

KOMENTARZE

~ksp_1911
Panie Adamie - wielkie dzięki za te 3 lata pracy w Polonii, powodzenia w nowej pracy!
b/d

Dodaj swój komentarz:
Login:
E-mail: (opcjonalnie)
Kod z obrazka:
Oceń artykuł:
brak spotkań
Cytat dnia
"It only takes a second to score a goal - Zdobycie gola trwa tylko sekundę"
- Brian Clough
Konrad-Dymalski Bramkarz musi grać
2010-02-27
To banalne, wyświechtane wyrażenie powtarzane jest tak często, że wielokrotnie umyka naszej uwadze. Jest ono jednak wciąż tak samo prawdziwe. Bramkarz to bardzo specyficzna pozycja...
Krzysztof-Kunik Polscy rodzice wierzą w marzenia
2009-12-02
W niedzielę, jak większość kibiców w Europie, obejrzałem dwa wspaniałe mecze: Gran Derbi i derby Londynu. Mecze wspaniałe choć różniące się stylem i dramaturgią. ...
Rafal-Ulatowski Podróże kształcą
2009-06-03
Kiedy leci się prawie 12 godzin (tyle czasu zajęła nam podróż Amsterdam - Capetown, jest dużo czasu żeby poukładać w głowie wszystkie sprawy. W głowie cały czas starałem się ...
Jacek-Gmoch Ocena kadry polski w dwóch ostatnich meczach z Irlandia Pół. i z San Marino -28.03 i 1.04.2009
2009-04-07
W meczu z Irlandią Północną graliśmy źle - zły system gry, złe zestawienie personalne, nie dostosowane do przeciwnika i do warunków w których mecz był rozgrywan...
ANKIETA
Czy jesteś za rozwiązaniem PZPN za pomocą referendum?
Pilka24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kontakt
    0.4361
Firma w holdingu PMPG